Różaniec – Wielki Piątek

TAJEMNICE BOLESNE

1. MODLITWA JEZUSA W OGRÓJCU

<<Smutna jest Moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!>> I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: <<Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty>>.” (Mt 26, 38-39)

Dobrze to znamy… Kiedy przychodzi ból, cierpienie… Kiedy oczekujemy z przerażeniem na to, co ma nadejść… Budzi się w nas gorliwa modlitwa prośby: „Boże, ratuj! Boże pomóż!” Może nawet dodajemy „jeśli to możliwe”, ale czy naprawdę tak myślimy? Czy jest w nas także to Jezusowe: „nie jak Ja chcę, ale jak Ty>>”?
Nie tylko słowa, ale więcej.
Pragnienie, by wypełniła się wola Ojca.
Wiara i ufność, że to do czego wzywa Bóg – jest dobre.
Miłość, dla której Jezus cierpiał.
Miłość do Ojca i do człowieka.

2. BICZOWANIE JEZUSA

„Zawołali wszyscy: <<Na krzyż z Nim!>> (…) Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: <<Na krzyż z Nim!>> (…) A cały lud zawołał: <<Krew Jego na nas i na dzieci nasze.>> Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie” (Mt 27, 22-26)

Co bolało bardziej? Rany zadane ciału Jezus w czasie biczowania? Czy może te wszystkie rany zadane przez nienawistne okrzyki tłumu: „Na krzyż z Nim!” Tłumu, który jeszcze niedawno witał Go radosnymi okrzykami, a teraz tak bardzo zmieniło się jego oblicze. Czy to nie raniło o wiele głębiej?
Czy dziś to nie rani o wiele głębiej? Jak trudno nam przebaczyć sytuacje, słowa, które biczują nasze serce – naszą miłość, przyjaźń, oddanie, zaufanie…
Czy my nie ranimy o wiele głębiej i mocniej przez nasze słowa, postawy, osądy, niechęć?
Bóg patrzy w serce człowieka. Czy tam, w tym sercu (nie na zewnątrz) akurat kogoś nie biczujemy?

3. CIERNIEM UKORONOWANIE

„Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: <<Witaj, Królu Żydowski!>> Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.” (Mt 27, 28-31)

Czy taki scenariusz nie pojawia się wielokrotnie w naszym życiu?
Człowiek, jak inni, staję się niekiedy dla drugiej osoby bogiem, bo ta odziera go z jego przeciętności i okrzykuje królem po to, by zaraz szydzić, wyśmiewać, a w końcu porzucić – niby w jego poprzednich szatach, ale już nie tego samego. I najlepiej jeszcze gdyby zniknął i przypominał…
Ile razy doświadczyliśmy tego w naszym życiu – staliśmy się komuś bliscy, a zaraz potem zranieni, porzuceni i w naszym poczuciu odarci z wszelkiej godności.
Ile razy to my daliśmy komuś nadzieję – na przyjaźń, miłość, a zaraz potem znudziliśmy się, zostawiliśmy. A może jeszcze chcielibyśmy, by ten człowiek – jak nasz wyrzut sumienia zniknął…

4. DROGA KRZYŻOWA JEZUSA

„Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego.” (Mt 27, 32)

Dwóch niewinnych, niosących nie swój krzyż.
Jezus przyjął krzyż ludzkiego grzechu, ludzkiej śmierci. Przyjął Go i pragnął Go nieść i na nim umrzeć, by człowiek mógł żyć.
Szymon został przymuszony. Nagle, niespodziewanie spadł na niego nie tylko ciężar krzyża, ale i ludzkiej drwiny. Czy wiedział, komu pomaga? Czy wiedział w czym bierze udział? Do dziś wspominany ten, który pomógł Jezusowi w czasie drogi krzyżowej – w czasie drogi do ludzkiego zbawienia.
„Wychodząc spotkali pewnego człowieka…”
Czyżby Bóg chciał powiedzieć, że tym pewnym człowiekiem mogę być ja?

5. ŚMIERĆ NA KRZYŻU

„Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: <<Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu, niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje>>(…)” (Mt 27, 41-43)

Jak okrutny potrafi być człowiek. W cierpieniu, w godzinie śmierci drugiego, wciąż zajęty sobą – swoim życiem, swoją wygodą, swoimi „przyjemnościami”…
Patrząc na krzyż, ubolewamy nad Chrystusem, który cierpiał nie tylko ból fizyczny, ale też obelgi i zniewagi. Ubolewamy nad Nim, a On z krzyża bolał nad nami – nad naszą przewrotnością, zatwardziałością, obojętnością, naszym egoizmem i wygodą…
Wtedy, ale przecież i teraz: słyszy szyderstwa, widzi odwracających się, czuje ból opuszczenia przez przyjaciół – a w sercu ma wciąż miłość do człowieka.
Obserwowany przez rozbawione i drwiące oczy tłumu, patrzy z czułością.
„Smutna jest Jego dusza do śmierci”, bo Jego śmierć jest już radością i nadzieją człowieka.