PRZY WIGILIJNYM STOLE

23 grudnia 2016 r.
Czas kończyć #przywigilijnymstole. Facebookowym Znajomym życzę dobrych spotkań w „realu”, mocnych uścisków, szczerych uśmiechów, serdecznych wzruszeń, zachrypnięcia od śpiewania kolęd, dużo radości. „Słowo stało się ciałem”. Nasze dobre myśli, oczekiwania, pragnienia z Jego pomocą niech stają się rzeczywistością. Z narodzeniem Jezusa niech i w nas nowe życie się rodzi.

22 grudnia 2016 r.
W gościnę do Zacheusza (Łk 19, 1-10) Jezus sam się wprosił, co nie mieściło się w zwyczajach, ale widząc „przełożonego celników, bardzo bogatego” wdrapującego się na drzewo, Mistrz nie musiał za mocno przejmować się konwenansami.
Zacheusz „przyjął Go rozradowany”, połowę majątku rozdał ubogim, a skrzywdzonych przez siebie wynagrodził poczwórnie. Kolacja z Jezusem nie była barwnym urozmaiceniem szarej codzienności. Po przyjęciu takiego Gościa i po takich decyzjach Zacheusz nie był już ten sam.
Skończą się święta, goście wyjadą do siebie albo my wrócimy do domu, i co dalej? Syndrom poniedziałku z opóźnionym zapłonem?
Czy święta będą skokiem w bok, by po nich wrócić dokładnie w to samo miejsce, czy krokiem do przodu?
Jeśli pozwolimy Jezusowi, by poruszył nasze serca. Jeśli Jego oczyma spojrzymy na siebie i na innych; przekażemy innym i przyjmiemy od nich życzliwość, radość, zgodę na różnorodność, doświadczenie jedności mimo różnic, wówczas to, co przeżyjemy, zmieni nas i nasze relacje z bliźnimi. Oby na długo.

21 grudnia 2016 r.
Jezus w domu faryzeusza Szymona (Łk 7, 36-50).
Gospodarz zlekceważył zasady gościnności. Natomiast „kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne […] przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem”. Naturalnie, biesiadnicy byli oburzeni. Czy była ekscentryczną kontestatorką lubiącą zwracać na siebie uwagę niekonwencjonalnym zachowaniem? Jezus mówi, że „bardzo umiłowała”. I to był motyw jej działania.
Róbmy to, co uważamy za słuszne, ale nie z pozycji siły. Nie lekceważąc nikogo, nie bójmy się odrzucenia, niezrozumienia. Przeżywajmy święta po swojemu. Proponujmy to, co pogłębi przeżycie wigilijnej wieczerzy, np. przeczytanie Ewangelii o narodzinach Jezusa (Łk 2, 1-20) i śpiewanie kolęd. Składajmy szczere życzenia, okazujmy życzliwe zainteresowanie, mówmy, jak ważni są dla nas ci, z którymi spędzamy święta, jak ważny to dla nas czas, i dlaczego. Sprowadzajmy rozmowę na właściwe tory i próbujmy stworzyć (jeśli go nie ma) dobry klimat. Nie poddawajmy się natrętnemu pytaniu, „co o nas pomyślą”. Nie bójmy się być „słabi” przez okazanie oczekiwań, uczuć. Tamta kobieta leżała u stóp, ale „bardzo umiłowała” i przez to okazała się silna. Jeśli „bardzo miłujemy”, to róbmy swoje.

20 grudnia 2016 r.
Jezus w gościnie u Mateusza. (Dedykowane tym, którzy w swojej wierze i w sposobie przeżywania świąt czują się samotni wśród swoich.)
Celnik Mateusz (u Łukasza Lewi), który na słowa Jezusa „pójdź za Mną” zostawił wszystko, „wyprawił dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a była spora liczba celników oraz innych, którzy zasiadali z nimi do stołu” (Łk 5, 29).
Celnicy i ci, „którzy zasiadali z nimi do stołu” to towarzystwo nie dla porządnych ludzi. Wysługujący się Rzymianom naciągacze, wykorzystujący „luki prawne”, żeby się dorobić na pobratymcach. Czy Jezus czuł się wśród nich dobrze? Owszem, mówiono o Nim: „przyjaciel celników i grzeszników” (Łk 7, 34), ale w domu Mateusza nic nie słychać, żeby ktoś się nawrócił oprócz gospodarza. Zapewne była to uczta, na której Mateusz obwieszczał dotychczasowym wspólnikom zmianę życia. Pewnie mu zależało, by zobaczyli jego Mistrza. Kto go zrozumiał? Kto z tych dorobkiewiczów z szacunkiem patrzył na biedaka z Nazaretu? Jakie spojrzenia na sobie czuł Jezus? Wiedział, gdzie idzie, a jednak poszedł. Ze względu na Mateusza.
Choćby Twoja wieczerza wigilijna była wśród osób obojętnych na sprawy Boże i w klimacie, którego nie lubisz, Jezus przyjdzie dla Ciebie jednego. A może też i na tamtych inaczej patrzy? Nie widząc w nich swoich (i Twoich) przeciwników, ale biedaków zamkniętych na radość Dobrej Nowiny.

19 grudnia 2016 r.
Gdy myślimy o spotkaniach świątecznych, o atmosferze, o rozmowach, o „trudnych” bliźnich, dobrze jest nie zgubić jednego: z jakiej to okazji to wszystko się dzieje. Okazji dostarczył nam Syn Boży, który stał się człowiekiem, Emmanuel = Bóg z nami. Zastanówmy się, jak On był goszczony.
„Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona” (Łk 10, 41-42). Jezus jest Wcielonym Słowem Bożym, a Maria Go słucha. Z tej chwili podarowanej przez Jezusa wybrała to, co istotne. Marta zaś nie za pracowitość została upomniana, lecz za to, że w tym zapracowaniu zatraciła zdolność odczytania znaczenia chwili. Można tak się przejąć rolą gospodarza, że nie mieć czasu dla gości (Gościa).
Im bardziej zapracowani jesteśmy, tym częściej powinniśmy pytać, czy poświęcamy czas „najlepszej cząstce”? Czy właśnie o to chodzi? Czy po to dana jest mi ta chwila? Czy robię to, co jest najważniejsze w przygotowaniu świąt? Czy po to są święta, by przesiedzieć je w kuchni?

18 grudnia 2016 r.
Aby była dobra atmosfera przy stole należy unikać pewnych tematów: o (nie)przyjmowaniu uchodźców, o Kościele, o „dobrej zmianie”, o wyborach w USA i w ogóle o polityce, a właściwie o gospodarce też, o służbie zdrowia, o szkolnictwie, o ekologii (o ociepleniu klimatu, o węglu, lasach), itd. Każda rodzina może kilka własnych zastrzeżonych tematów dorzucić. Zostaną dwa: o pogodzie i o kuchni (chociaż już o zdrowej diecie – niekoniecznie).
Czy rzeczywiście problem jest w temacie? Czy trzeba lawirować, żeby się nie pokłócić? Czy jesteśmy zdolni do rozmowy tylko z tymi, którzy myślą tak, jak my? O czym wówczas rozmawiać? Przytakiwać sobie nawzajem?
Żeby być RAZEM, trzeba umieć być OSOBNO. Dać sobie zgodę na różnice. Posłuchać z zainteresowaniem innego rozumowania, nie bojąc się, że utoniemy w relatywizmie. Nie wstydzić się za innych, choćby najbliższych (że źle się zachowują, głupio gadają) – niech działają na własny rachunek.
Nie musimy być w tłumie swoich, żeby czuć się bezpiecznie. Problem nie jest w temacie, tylko w naszym rozumieniu jedności (także przy stole): Czy chodzi o monolit, któremu zagraża każda rysa, czy o spotkanie OSÓB?