Oskarżona: Marta Robin

Wydawnictwo Cerf wydało książkę zatytułowaną „Mistyczne oszustwo Marty Robin” (La fraude mystique de Marthe Robin). Autorem jest zmarły w grudniu 2019 r. o. Conrad De Meester, karmelita. Był on jednym z 28 ekspertów zaproszonych do udziału w procesie beatyfikacyjnym Marty. Z racji na znajomość pism św. Teresy od Dzieciątka Jezus i św. Elżbiety od Trójcy Świętej poproszono go o zbadanie pism Marty Robin.

Wypowiedź postulatorki procesu beatyfikacyjnego w związku z wydaniem książki o. De Meestera:

po angielsku: https://www.lesfoyersdecharite.com/custom/uploads/2020/10/Marthe-Robin-EN-1.pdf

po francusku: https://www.martherobin.com/wp-content/uploads/2020/10/Marthe-Robin-01-10-2020.pdf

Książka o. De Meestera zawiera tezy zawarte w jego raporcie (napisanym w 1989 i uzupełnionym w 1994) skierowanym do bpa Didier-Léon Marchanda, który przewodniczył komisji przygotowującej proces Marty na etapie diecezjalnym. Do chwili wydania książki, nie było wiadomo, czy o jakieś teksty tamte raporty były uzupełnione. Tezy postawione w raporcie zostały przestudiowane i w świetle innych świadectw i ekspertyz odrzucone przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych. Kościół katolicki, autorytetem papieża Franciszka, ogłosił w grudniu 2014 dekret o heroiczności cnót Marty Robin. Przez ten akt Kościół uznał autentyczność chrześcijańskiego życia Marty.

O. de Meester postawił Marcie m. in. zarzut plagiatu. Rzeczywiście w pismach Marty znajdujemy wiele cytatów. Krytyczne wydanie „Dziennika” Marty wszystkie rozpoznane cytaty zaznacza.

Jej główne dzieło, zwane „Dziennikiem” dostępne jest online. I nie trzeba znać francuskiego, by zobaczyć pozaznaczane cytaty.

http://www.martherobin.com/JdM/Journal%20de%20Marthe.htm

Samo znalezienie wielu fragmentów cudzych pism nie oznacza plagiatu. Trzeba by jeszcze założyć intencję wprowadzenia w błąd. Marta nie robiła notatek z myślą o ich publikacji. Pisząc, odpowiadała na prośbę jej proboszcza (ks. Faure’a) i dla niego tylko te notatki (później nazwane Dziennikiem) przeznaczała. Jeśli w jakimś zdaniu znajdowała dobre wyrażenie własnych przeżyć, to je przepisywała lub cytowała z pamięci. Nie robiła przypisów, ale też tego zdania nie przypisywała sobie. W świetle wypowiedzi pozostałych ekspertów uznano właśnie takie intencje Marty i w ramach rzymskiego etapu procesu beatyfikacyjnego odrzucono zarzut plagiatu.

Inny zarzut, to fałszowanie prawdy o walkach ze złym duchem i o śmierci Marty. Nie wdając się w szczegóły, tutaj rzeczywiście poszukiwania o. De Meestera doprowadziły do demistyfikacji pewnych wyobrażeń o Marcie (ale nie przez nią prowokowanych).

Postawienie Marcie zarzutu o fałszywy mistycyzm zakłada, że Marta żyła w środowisku podatnym na takie oszustwa. Jest to założenie z gruntu fałszywe. Marta nie żyła wśród ludzi spragnionych nowych „objawień”. Przeciwnie, przez wiele lat pozostała sama, nierozumiana przez swoich najbliższych, opuszczona przez pozostałych (w tym proboszcza, przynajmniej na jakiś czas). To, co najważniejsze we wnętrzu Marty (łącznie z powstaniem Dziennika) dokonało się zanim ludzie zaczęli Martą się interesować.

Zarzucanie Marcie fałszu jest jednocześnie oskarżaniem Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych o (co najmniej) nierzetelność. Raport o. De Meestera był przecież w Rzymie znany zanim ogłoszono dekret o heroiczności cnót. Znalazłem notę o jego książce, w której jest napisane, że Rzym „schował pod stół” raport o. De Meestera. Znów kompletna nieznajomość realiów: Kongregacji tak zależy na przeprowadzeniu procesu beatyfikacyjnego, że ukrywa niewygodne fakty? Zapewniam, że wszystkim zarzutom przyglądano się z bliska, a każde „nadzwyczajne zjawisko” nie budzi entuzjazmu w Rzymie i nie jest argumentem za beatyfikacją, tylko przedłuża proces.

Marta, jaką poznałem (nie dzięki osobistej znajomości, ale poprzez świadectwa o niej i zachowane jej słowa), była osobą niezwykle dojrzałą, odważną, a jednocześnie mającą w sobie coś z dziecka; z sercem kochającym Boga i ludzi, zwłaszcza będących w potrzebie; mężnie znoszącą ból fizyczny, jak i cierpienia duchowe. Zarzut fałszu uderza w to, co w niej jest tak bardzo podziwiane. A podziwiana jest nie dzięki stanom mistycznym, lecz dzięki prostocie.

ks. Sławomir Sosnowski