„Gdyby mnie zapytano: co lepsze – osobista modlitwa czy Komunia Święta?”…

Obydwie należy żywo polecać. Jeśli jednak trzeba coś wyróżnić, sądzę, że odpowiedziałabym: osobista modlitwa, gdyż jest ona usposobieniem i bezpośrednim przygotowaniem do Komunii Świętej. „Niech człowiek doświadczy samego siebie, zanim spożyje tego chleba i wypije z tego kielicha”. Tymczasem jak się badać, poznawać się, przekonać się o wierności swojej miłości, jeśli nie przez osobistą modlitwę. Osobista modlitwa przygotowuje duszę na Komunię Świętą, jest owocem dobrej Komunii.

Komunia bez przygotowania i bez dziękczynienia, przeżytych bez skupienia w osobistej modlitwie, ma niewiele pożytku dla duszy. „Często medytujcie nad swoimi celami ostatecznymi, mówi Duch Święty, a nigdy nie popadniecie w grzech”. I inne słowa: „We wszystkich waszych uczynkach pamiętajcie o waszym celu ostatecznym”.
Częsta Komunia jest radą, osobista modlitwa jest Bożym zaleceniem: <>. Tymczasem trudno jest się modlić dobrze i nieustannie, jeśli serce nie wypełnia się dobrymi, świętymi myślami, owocami medytacji.

Osobista modlitwa więcej kosztuje niż przystąpienie do Komunii św. Komunia jest aktem zewnętrznym, który sam w sobie jest przyjemnością, pociechą, radością dla duszy… Osobista modlitwa, która szczególnie na początku jest sekretną rozmową między Bogiem i duszą, wręcz przeciwnie – jest przymusem i trudem… Wymaga znacznie więcej wysiłku…

Komunia sakramentalna może być zresztą niemożliwa przez dłuższy czas z powodu rozmaitych ułomności, które Bóg zsyła swojemu stworzeniu, aby poddać je próbie. Ta niemożność przystąpienia do Komunii, niezależna od nas, nie udaremnia świętości. A modlitwa osobista, podczas której może i powinna nastąpić Komunia duchowa, zawsze jest możliwa, choćby przez kilka minut.
Komunia nie zawsze zakłada cnotę, można przystępować do Komunii i czynić się winnym Ciała i Krwi Pana naszego, a codzienna, osobista modlitwa nie oznacza bynajmniej, że jesteśmy cnotliwi, ale jednak jest dowodem, że poważnie pracujemy nad tym, by stać się cnotliwymi.
Ktoś powiedział: „można spotkać chrześcijan, którzy codziennie przystępują do komunii, a są w stanie grzechu śmiertelnego, chrześcijan, którzy czynią wielkie jałmużny, a są w stanie grzechu śmiertelnego, chrześcijan, którzy umartwiają się na wszelkie sposoby, a są w stanie grzechu śmiertelnego, ale nigdy nie znajdziemy duszy, która codziennie modli się, a trwa w grzechu”
.

Oby mój Ojciec duchowy, czytając te słowa, nie pomylił się co do moich intencji i nie dopatrzył się tutaj spowolnienia pilności i żarliwości mojej duszy w przystępowaniu do Komunii Świętej. Chciałam powiedzieć tylko, w jakim błędzie są niektóre dusze, które bardzo się niepokoją, że nie mogły przystąpić do komunii, a nie martwią się tym, że mogły odprawić osobistą modlitwę, a świadomie ją skróciły lub opuściły(…)
Och! My, którzy znamy dar Boga i znamy Jego zamysły względem nas, zobowiążmy się do tego, aby nigdy świadomie nie odkładać osobistej modlitwy(…)
Pamiętajmy, że tak samo jak komunia, zaniedbana modlitwa osobista pozostawia lukę w dniu duszy całkowicie oddanej Bogu.”
Marta Robin, 4 kwietnia 1930 r.