DROGA KRZYŻOWA

Łódzka Droga Krzyżowa 2016
ks. Sławomir Sosnowski

Niech w rozważanie drogi krzyżowej wprowadzą nas słowa ojca świętego Franciszka.

„Potrzebujemy nieustannie kontemplować tajemnicę miłosierdzia. Jest ona dla nas źródłem radości, ukojenia i pokoju. Jest warunkiem naszego zbawienia. […] Miłosierdzie: to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie. Miłosierdzie: jest podstawowym prawem, które mieszka w sercu każdego człowieka, gdy patrzy on szczerymi oczami na swojego brata, którego spotyka na drodze życia. Miłosierdzie: to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu.
Obliczem miłosierdzia Ojca jest Jezus Chrystus.
[…] Ojciec « bogaty w miłosierdzie » (por. Ef 2, 4), gdy objawił Mojżeszowi swoje imię: « Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność » (Wj 34, 6), sprawił, że człowiek mógł nieprzerwanie poznawać Jego boską naturę na różne sposoby i w wielu momentach historii. W « pełni czasów » (por. Ga 4,4), gdy wszystko było gotowe według Jego planu zbawienia, zesłał On swojego Syna, narodzonego z Maryi Dziewicy, aby objawić nam w sposób ostateczny swoją miłość. Kto widzi Syna, widzi też i Ojca (por. J 14, 9). Jezus z Nazaretu swoimi słowami, gestami i całą swoją osobą objawia miłosierdzie Boga.” [Franciszek, Misericordiae vultus]

Poczujmy się wezwani, by tak iść za Jezusem Jego drogą krzyżową, aby utkwić wzrok w miłosierdziu Ojca, uczcić je i doświadczyć; aby stać się skutecznym znakiem miłosierdzia.

1. Jezus skazany na śmierć.
„Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród, że odwodzi od płacenia podatków Cezarowi i że siebie podaje za Mesjasza – Króla (Łk 23, 2)”. Choć Piłat słyszał takie oskarżenia kierowane pod adresem Jezusa, jednak stwierdził: „Nie znalazłem w Nim nic zasługującego na śmierć” (Łk 23, 22). Nie znalazł żadnej winy, a jednak skazał na śmierć.
Piłat podpisuje wyrok, po czym umywa ręce na znak, że nie bierze na siebie odpowiedzialności za śmierć Jezusa. Czy jest możliwe podejmować decyzje i nie czuć się za nie odpowiedzialnym?
Tłum zaś woła: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” (Mt 27, 25). Czy ci, którzy tak wołają, rzeczywiście są gotowi wziąć odpowiedzialność za niewinnie przelaną krew? Czy wiedzą, co mówią? Czy zdają sobie sprawę, co to znaczy być winnym śmierci?
Możemy też spytać: czy warto rozważać odpowiedzialność Piłata i tych, którzy przyprowadzili Jezusa do niego, skoro miłosierdzie Boże jest większe od ludzkiego grzechu?
Miłosierdzie nie zwalnia z odpowiedzialności, ani nie lekceważy zła. Owszem, jakkolwiek wielki byłby ciężar grzechu, Boże miłosierdzie jest większe. Pod warunkiem jednak, że człowiek sam siebie nie rozgrzesza, że nie lekceważy grzechu.
Św. Paweł pisze o tych, którzy „nie chcąc uznać, że usprawiedliwienie pochodzi od Boga, i uporczywie trzymając się własnej drogi usprawiedliwienia, nie poddali się usprawiedliwieniu pochodzącemu od Boga” (Rz 10,3-4).
Gdy lekceważę zło i sam siebie zwalniam z odpowiedzialności za nie, zamykam się na miłosierdzie Boże. Wchodzę na drogę nawrócenia, gdy uznaję ciężar grzechu, który jest wielki przez to, że rani wielką miłość Bożą; oraz gdy uznaję, że z mojego serca, które według Biblii jest miejscem podejmowania decyzji, „pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa” (Mk 7, 21).

Miłosierny Ojcze, powtarzamy słowa św. Jana Pawła II i prosimy Cię, spraw, „niech w nas na nowo zakwitnie zbawienne poczucie grzechu”.

2. Jezus bierze krzyż na swe ramiona. 
Wyrok Piłata był niesprawiedliwy. A Jezus bierze na siebie ciężar tej niesprawiedliwości.
Miłosierdzie jest większe od sprawiedliwości. Ktoś kiedyś prosił Jezusa: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”. Był tak przejęty swoją krzywdą, że nie słyszał, do czego Jezus wzywał, co głosił, do czego zapraszał.
Jezus mu odpowiedział: „któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?” (Łk 12,13n). Jezus Nie był rozjemcą w sporze braci skłóconych o majątek; nie był sędzią w swojej własnej sprawie. Nie dochodzi swoich racji przed Piłatem, nie wymyśla oprawcom, nie chce pokazać światu, jak Go skrzywdzono.
Śpiewamy o krzyżu Jezusa „krzyżu święty nade wszystko”. Dlaczego narzędzie śmierci, krzywdy, niesprawiedliwości nazywamy świętym? Dlatego, że wiemy, jak Jezus go wziął widząc w nim nie tyle narzędzie krzywdy, co narzędzie zbawienia świata. Sposób przyjęcia krzyża przez Jezusa nadaje mu znaczenie.
Możemy otworzyć się na miłosierdzie i być znakiem miłosierdzia, gdy przekroczymy reguły sprawiedliwości. Łączyć swoje cierpienia z krzyżem Jezusa oznacza umieć zrezygnować ze swego, nie obnosić się ze swoją krzywdą, nie skupiać uwagi innych na swoim nieszczęściu. Wzorem niech będzie dla nas św. Faustyna – apostołka Miłosierdzia, która widziała w znoszeniu niesprawiedliwych sądów udział w krzyżu; widziała w nich taką wartość, że aż za nie dziękowała:
„Jezu, dziękuję Ci za codzienne drobne krzyżyki, za przeciwności w moich zamiarach, za złe tłumaczenie intencji, za poniżanie przez innych, cierpkie obchodzenie się z nami, za posądzenia niewinne, za słabe zdrowie i wyczerpanie sił, za zaparcie się własnej woli, za wyniszczenie swego ja, za nieuznanie w niczym, za pokrzyżowanie wszystkich planów” [Dzienniczek 343].

3. Jezus upada pod ciężarem krzyża.
Tradycja umieszcza pierwszy upadek chwilę po tym, jak Jezus wziął krzyż na ramiona. Dopiero zaczęła się Droga Krzyżowa, a Jezus już upada. Co będzie dalej? Czy wystarczy Mu sił do końca?
Patrząc na Jezusa upadającego pod krzyżem myślimy o własnych słabościach, o własnych upadkach, bo przecież takiego mamy Zbawiciela: „doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4,15).
Czy prawdą jest, że Bóg nie daje ciężarów ponad siły? Św. Paweł słyszał: „wystarczy ci mojej łaski” (2 Kor 12, 9). Jezus zapewniał Siostrę Faustynę: „Córko moja, nie lękaj się tego, co przyjdzie na Ciebie, nie dam ci ponad siły; znasz potęgę łaski Mojej, niech to wystarcza” [Dzienniczek 1491].
Jezus upadł pod ciężarem krzyża. Czy to znaczy, że krzyż był dla Niego za ciężki?
Upadał po drodze, ale przecież doszedł do końca.
Samo doświadczenie słabości, upadku nie oznacza, że niesiony ciężar jest ponad siły.
Upadek nie jest powodem do zwątpienia Bożą pomoc. Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu daje nam wystarczająco dużo siły, byśmy doszli do celu, który nam wyznacza, do pełni życia w zjednoczeniu z Nim. Doświadczanie słabości po drodze chroni nas przed poleganiem tylko na sobie, przed pyszałkowatym przekonaniem, że sami sobie poradzimy, przed fałszywym postrzeganiem Pana Boga jako Obserwatora z zewnątrz, który jedynie rozdaje kary i nagrody. Gdy w słabości wołamy „Panie, ratuj”, uznajemy, że potrzebujemy pomocy i wyznajemy wiarę, że Pan nas słyszy, że jest obok, że uczestniczy w naszym życiu.

„Ci, którzy Panu ufają, są jak góra Syjon, co się nie porusza, ale trwa na wieki” (Ps 125,1). Prosimy Cię, Panie, o Twego Ducha; niech On uczy nas modlitwy zwłaszcza w chwilach próby, zwątpienia, doświadczenia słabości. Niech ufne wołanie do Ciebie podnosi nas z każdego upadku.