Droga Krzyżowa – Wielki Piątek 2020

Stacja 1
Jezus na śmierć skazany

„Winien”. Ile razy padało to słowo z naszych ust, w naszych myślach; w przestrzeni czterech ścian albo – publicznej.
Zwykle: „ten drugi”, „on”, „ona”, „system”, „władza” (w szerokim albo bardzo wąskim „kontekście”).
Niekiedy: „miejsce”, „czas”, „pogoda”, „pech”, „zbieg okoliczności”…
Wreszcie: „Bóg, On” – kiedy dochodzimy do muru bezsensu tych oskarżeń. Bo „przecież nazwał się Panem i stworzenia, i czasu, i wszystkiego”.
Jezus milczy. Nie broni Go nic poza ciszą, bo wszystko już wyrzekł. Prawie wszystko…
Jezu, tylko Twoje milczenie może „rozpuścić” we mnie kwas tego słowa, jego raniąca ostrość, kiedy wróci do mnie w świetle Bożej prawdy: „Winien. Winien grzech. Ten mi <<najbliższy>>. Mój.”

Stacja 2
Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Nałożyli Mu krzyż na ramiona. A „jeszcze bardziej”: to On wziął go z miłością, ucałowawszy – co w swoim mistycznym spotkaniu widziała Marta Robin.
To nie tylko realizacja Jego własnych słów: ”dawaj więcej”; jeśli trzeba „przyjmij więcej: ciosów, zniewag etc.”
Z Jezusowej wolności i miłości, z ich połączenia, skrzyżowania wynika dla nas prawdziwa katecheza. W godzinie największej presji, w doświadczeniu przymuszenia, w niechcianej, niepożądanej chwili, która wszak może przyjąć miano etapu w naszym życiu, mamy szansę być wolni: wybierać, więc przyjmować i podejmować to, co na nas przychodzi – a na co nie mamy ochoty i siły – w nowy sposób.
Jezu, zewangelizuj w nas nasze myślenie o krzyżu powszednim i – nasz opór przed nim.

Stacja 3
Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy

Źle, zwykle źle przeżywamy nasz pierwszy upadek. To pierwsza rysa na naszym wizerunku, tym, który sobie wymyśliliśmy, „zaplanowaliśmy”.
Nie ma jeszcze mowy o drugim potknięciu, nie wierzymy w to. Tym trudniej pogodzić się z naszym „cieniem”.
Zatem to jeszcze nie była praca nad sobą.
Tym staraniom brakowało prawdy i realizmu.
Jezu, przekonuj nas, że to nie nasze upadki, zwłaszcza ten pierwszy (chyba najtrudniejszy), mówią o nas najwięcej, ale to, co z nimi robimy. Szczególnie niech ten Twój pierwszy upadek przypomina mi o mojej kondycji ludzkiej, grzesznej, którą tylko Ty możesz i pragniesz podnieść.

Stacja 4
Jezus spotyka Matkę

Na swojej drodze spotykamy Maryję.
Czwarta stacja pokazuje, że tego potrzebujemy.
Maryja jest blisko. „Za chwilę” stanie się naszą Matką. Ale wpierw idzie za… idzie z…
Wyznacza pewną (chyba jedyną) drogę wzrostu w duchowym macierzyństwie, do którego jesteśmy albo będziemy kiedyś wezwani.
To nie czas na słowa, ale raczej wymianę spojrzeń; nie tyle – na „wymowny” gest (z różnych względów niemożliwy), ile obecność, pamięć, przestrzeń dla drugiego.
Maryjo, ucz nas rozwijać w sobie tę dyspozycję serca, do której zaprasza i o którą prosi nas w tej stacji Jezus.

Stacja 5
Szymon z Cyreny pomaga Jezusowi

To (zbawienne) przymuszenie kogoś, kogo dopadła bierność, niemoc czy wręcz niechęć. Tu „zadziałała” ręka człowieka, oprawcy Pana (któremu fizycznie brakowało już siły), zmuszając przechodnia do tej – z początku – „odartej” z wszelkich zasług i dobrej woli pomocy.
Zbawienne przymuszenie: okoliczności zewnętrzne, wyrywające nas z niechętnego i niecierpliwego: „To nie moja sprawa”, „Kiedy to się skończy?!”, „Mam tego dość!”.
To, że czasem coś muszę, że czasem pomagam, wspieram, bo wypada, bo inni naciskają, choć to ja powinienem wyjść z inicjatywą, rzeczywiście może być dla mnie zbawienne.
Ograniczenie – choć o „centymetr” – swego egotyzmu czyni z tej drobnej „miary” nieograniczoną przestrzeń dla działania w nas Ducha Świętego.
Jezu, niech te nasze ograniczenia i samoograniczenia przyniosą Ci chwałę, a nam – przemianę.

Stacja 6
Weronika ociera twarz Jezusa

Ten prosty gest, podyktowany postawą serca, może być dla nas jak wezwanie do szukania Pana w nas, w naszym życiu, w świecie.
Weronice, owszem, zostaje w rękach „nagroda” – „odcisk”, „pieczęć”, obecność Jezusa.
„Zdjęła” ją, ocierając poranioną twarz Pana.
Jezu, niech odwaga tej kobiety inspiruje nas do czegoś więcej: poszukiwania i odkrywania już nie obrazu, wizerunku, ale Ciebie samego – „Męża boleści” i Miłośnika życia zarazem.

Stacja 7
Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

Połowa drogi. To wtedy najczęściej rodzi się w nas znużenie. I tuż przed samym kresem (drogi) dopada nas jeszcze.
Poznaliśmy już „smak” zmagania. Z Bożą łaską „przetrwaliśmy” niejedno; własna słabość i kruchość nie pozwoliłyby nam ruszyć z miejsca.
I drugi upadek. Nie doceniamy na co dzień cierpliwości i wytrwałości. Brak im „wdzięku” spontaniczności i żaru gorliwości.
Jezu, całujący z szacunku „proch” codzienności, przekonuj nas do wartości wysiłków „w ukryciu”, mozołu ponawiania starań, wierności na naszej „małej drodze”.

Stacja 8
Jezus pociesza płaczące niewiasty

„Nie płaczcie nade Mną…”
Stało się: zapłakaliśmy i płaczemy nad sobą.
Stajemy przy drodze, którą zmierzasz.
Wypatrujemy Ciebie, dokonującego właśnie „rzeczy nowej” w swojej i – historii świata, abyś spojrzał na nasz ból, na każdego z nas z osobna i pocieszył.
Dezorientacja, zagubienie w niepewnej rzeczywistości otwiera na każde Twoje pouczenie.
Twoich słów nam trzeba.
Ich światło – w nasze ciemności.
Jedyne, które padają „po drodze”, jedyne zapisane, jedyne ważne, gdy jeszcze idziemy: „Płaczcie (…) nad sobą.”
Jezu, a my wciąż „bardziej nad Tobą”, że świat, że ci inni tak Cię nie szanują, ignorują…
Połowa drogi, kres Twojej ziemskiej misji, a ja wciąż swoje.

Stacja 9
Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci

Wreszcie nie musimy mieć złudzeń co do siebie. Rytm upadków i „dźwigania się” z nich czyni życie nie tylko „przewidywalnym”, chroniąc przed popadnięciem w rozpacz albo – „samozadowoloną” pychę.
Rytm: upadek i powstanie z niego „opisuje” wszak nasze człowieczeństwo. Jezus tak nas opisuje.
Nie jesteśmy „tylko jednym”. Na nasze zwycięstwa składa się wiele upadków. I wiele upadków Pana, który jest dziś Bogiem wyjścia i przejścia. Przez wiele ucisków.
I my, powstańmy.
I chodźmy, aby z Tobą umrzeć.

Stacja 10
Jezus z szat obnażony

Można oddać to, co nam się zabiera, czego jesteśmy pozbawiani, co zdziera świat, obnażając niewystarczalność, małość: i naszą, i dążeń, którymi „przykrywaliśmy” nasze jestestwo.
Jezus jest tu Przewodnikiem. Oto mistrzowska lekcja rezygnacji. Nie w przygnębieniu i „bezsilnej” tęsknocie za utraconym.
Stąpamy po czymś bardzo kruchym, co w jednej chwili może pochłonąć śmierć.
Jezu, niech sam fakt życia i – zbawienia, danych przez Ciebie, umacnia w przekonaniu, że tej rzeczywistości nikt/nic nie może nas pozbawić.

Stacja 11
Jezus przybity do krzyża.

„Jedność” z krzyżem. Nie: życie obok swego krzyża, jakby: mimo.
Wicepostulatorka procesu beatyfikacyjnego Marty Robin – Marie-Therese Gilles ten proces akceptacji i „wpisania” krzyża w życie mistyczki określiła mianem integracji.
„Po latach zmagań – jak Marta – ośmielić się: wybrać Jezusa”…
Wybrać Go Takim, jakim dziś jawi się w moim życiu. „Wpisać” Go w drogę, by razem z Nim móc kiedyś zawołać: „W ręce Twoje, Ojcze… W ręce Twoje”…
Jezu, integruj nas w Twoim krzyżu.

Stacja 12
Jezus umiera na krzyżu

„Każdy z nas się obrócił ku swej własnej drodze.”
Uderzono Pasterza. Rozproszyliśmy się. Pogubiliśmy. Podzieliliśmy się, poróżnili.
traciliśmy Pasterza z oczu.
Nie śmiemy ich podnieść. Wstyd na nas i ból. Trudno „wytrzymać” ten Obraz. Ale to On nas gromadzi. Ta Latarnia oślepia i olśniewa, fascynuje.
Ujrzałeś nas z daleka, przyszliśmy.

Stacja 13
Jezus zdjęty z krzyża

Od tej pory krzyż stanie się znakiem. „Pusty” krzyż.
Być może Pan „woli” naszą kontemplację takiego krzyża.
Nie oglądamy już Ciała. Dość! Nie o to chodzi w ofierze Chrystusa, by zatrzymać się „na męce”. Inaczej to do niej należałoby „ostatnie słowo”. Trzeba pójść ZA Jezusem dalej… I dalej.
I jeszcze to, że „zwalnia” miejsce. Tak daleko doszliśmy za Nim, ale dziś, przed Jego powstaniem z martwych, nie będzie TO jeszcze możliwe.
Nie jesteśmy jeszcze gotowi.
Jezu, daj nam zrozumienie współuczestnictwa.

Stacja 14
Jezus złożony do grobu

Ciało „cichnie”, zamknięte w skale.
„Tyle” mogliśmy: ukryć Boga przed światem.
Ukryć Go przed sobą. Pogrzebać w sobie.
Jezu, daj nam 3 dni, 3 dni czuwania przy naszym sercu.