ARTYKUŁY

Rozmowa z Philipp’em Madre o Marcie Robin

Słowa Marty Robin, która odeszła od nas ok. 18 lat temu, są ciągle bardzo aktualne. Otwarto jej proces beatyfikacyjny i obecnie wszystkie jej wypowiedzi są badane przez Kościół. To, co ma nam do powiedzenia, jest bardzo istotne dla życia współczesnego Kościoła.

– Miałem okazję spotkać Martę dwukrotnie i rozmawiać z nią ponad godzinę o bardzo ważnych dla Kościoła sprawach. Ale najbardziej poruszył mnie widok jej samej, żyjącej w ciemności od 50 lat, nie odżywiającej się niczym innym, jak tylko Eucharystią, uniesionej przez miłość i przepełnionej miłością do Boga, której jedyną troską było wypełnienie Jego woli. A jednocześnie nie mogła wiele zrobić, bo została całkowicie sparaliżowana w wieku 17-18 lat.

Każdego tygodnia, jako mistyczka, współczesna mistyczka, przeżywała Mękę Pana. Co tydzień, na własnym ciele, przeżywała stygmaty – znaki Męki Chrystusa na Krzyżu. Ale być może nie to jest najważniejsze, bo to, co przeżywała w sposób mistyczny jest w sumie jej osobistym doświadczeniem i być może nie należy się na tym zatrzymywać, traktując to jako tajemnicę samego Boga. Natomiast nie jest tajemnicą to wszystko, co powiedziała na temat przyszłości Kościoła, co Chrystus złożył w jej sercu odnośnie życia Kościoła.

Miałem ten przywilej i łaskę, że mogłem z nią spędzić półtorej godziny na dwa dni przed jej śmiercią i właśnie wtedy Marta wypowiedziała to wielkie proroctwo, tak bliskie jej sercu, dotyczące powrotu wiary w Kościele. Nie znaczyło to dla niej, że chrześcijanie stracili wiarę, ale że od pewnego czasu ich życie wiary jest jakby uśpione, że uczestniczą w Eucharystii czy sprawowaniu innych i sakramentów w sposób, być może nieco rytualny, nie angażując się całym sercem, nie wchodząc w postawę zaufania miłości Boga. Dla niej powrót wiary to jakby wylanie miłosierdzia, wylanie zaufania, którego Kościół miał wkrótce doświadczyć. Marta sądziła, że w chwili, gdy się tym dzieliła ze mną, to wylanie nie nastąpiło jeszcze w Kościele. Ale teraz, w chwili, gdy przekazuję wam to świadectwo, Kościół już zaczyna przeżywać wylanie miłosierdzia i zaufania, co sprawia, że chrześcijanie są zaproszeni przez Ducha Świętego, by nauczyli się na nowo doświadczać swojej wiary, życia w duchu wiary. Każdy chrześcijanin, w imię Chrztu św. jest zaproszony do tego, by wprowadzić do swojego życia życie samego Boga i uczynić z tego centrum swojego życia. Aby życie wszystkich chrześcijan zostało jakby napełnione życiem Boga, by każdy chrześcijanin, z wiarą i zaufaniem, mógł się poczuć włączony w dzieła Boże, które służą dobru człowieka na świecie.

To jest wielka tajemnica Kościoła, która przede wszystkim jest tajemnicą wiary. Nie jest to tajemnica wiary, która pozostawia nas w spokoju, w naszych czterech ścianach. Jest to tajemnica wiary, która wymaga od nas potraktowania na serio tajemnicy miłości Boga i potraktowania na serio potrzeby pilnego przekazania światu miłosierdzia Bożego.
W tym spontanicznym zrywie wiary, w tej odnowie wiary, jaką prorokowała Marta Robin, jest obecna moc życia, w znaczeniu, jakie temu pojęciu nadaje sama Ewangelia, zdolność chrześcijan, by czynić dzieła Boże i najpierw tym się zajmować i to tak, by być dla świata świadkiem wiary przeżytej osobiście, za cenę niezrozumienia przez świat, cenę dawania, w sposób być może trudny dla nas, świadectwa o miłości Boga, świadectwa miłości Chrystusa, który żyje.
Przypominam sobie jeszcze bardzo mocne słowa Marty, kiedy mówiłem jej o współczesnym lęku chrześcijan przed dawaniem świadectwa. Powiedziała wtedy: „Ale to ulegnie zmianie razem z powrotem wiary” i prawdą jest, że sytuacja ulega zmianie, i prawdą jest, że proroctwo Marty Robin dla Kościoła właśnie się wypełnia.
Myślę, że my także możemy stać się w pewnym sensie prorokami w imię naszego Chrztu, jak Marta Robin, która na swoim łożu cierpienia i wielkiej płodności życia, mogła wcielić w życie to proroctwo. Bardzo ważne dla niej było jak sądzę, by cała płodność jej życia opierała się na Eucharystii. Odwołując się do wiary, zapraszała wszystkich chrześcijan, by żyli Eucharystią, co zresztą ona sama przeżywała na swój sposób, by nie traktowali Eucharystii jako praktyki religijnej czy obowiązku, ale by naprawdę żyli tym, co celebrują, a co stanowi tajemnicę Kościoła.

Pozwólmy więc, by te słowa, będące testamentem Marty Robin, zapadły głęboko w nasze serca i wejdźmy w ten wielki poryw wiary, który unosi Kościół we wszystkich krajach i który czyni z nas współtwórców dzieł Bożych na świecie, które są dziełami Życia.